Recenzja

Sherlock od BBC – recenzja po dwóch sezonach serialu

show-sherlock

Moje spojrzenie na ostatnie ekranizacje, klasycznej już pozycji literackiej.

Fani twórczości Conan Doyle’a rozczarowani kinem akcji dostarczonym przez Downey’a Juniora mogą odetchnąć, ponieważ BBC jak zwykle idzie parę kroków dalej. Tym lepiej, że zmierzają w innym kierunku.

Sherlock Holmes (2009) zasługiwał co najwyżej na miano „filmu na motywach” i jako ekranizacja otrzymał niskie noty – co nie przeszkadzało mu być niezłym kinem akcji. W adaptacji BBC, „Doyle’owcy” znajdą dużo więcej wątków z powieści i opowiadań, lepiej zarysowane (choć nie do końca wiernie) postacie, a także mnóstwo smaczków.

BBC funduje nam dwa sezony Sherlocka. Oba zawierają po trzy odcinki, a każdy trwa średnio półtorej godziny. W każdym z nich opisana jest oddzielna przygoda, czerpiąca garściami (czasami i tytułem) z książek, zaś całość spaja wątek Moriarty’ego zasygnalizowany już w pierwszym odcinku. Jak wspomniałem jest to adaptacja – akcja toczy się w XXI wieku, taksówki zastąpiły dorożki, zaś fajkę plastry nikotynowe. Same realia zostały „przekonwertowane” dość zręcznie i trudno im coś zarzucić. Można mieć uwagi do postaci – o ile Watson jako weteran wojny w Afganistanie wpisuje się zręcznie w lekarza XXI wieku, to sam Sherlock jest większym socjopatą niż w twórczości Doyle’a. I czasami niezłym bucem… Mycroft jest bardziej cyniczny (i nie wydaje się być lepszy od Sherlocka w sztuce dedukcji), zaś Irenę Adler w zasadzie wypadałoby przemilczeć – z jakichś powodów scenarzystom na myśl o niej (bohaterce raptem jednego opowiadania) odbija szajba i albo robią z niej babę-wojowniczkę (Sherlock Holmes 2009) albo prostytutkę (Sherlock BBC 2011). Inaczej się nie da?

Oprócz dwóch odcinków, akcja opiera się na wątkach zawartych w przygodach Sherlocka Holmesa. Adaptacje nie są wierne, ale wystarczająco dobre by fani Doyle’a nie byli zawiedzeni. O ile „Skandal w Belgravii” najbardziej zgrzytał postacią Ireny Adler to „Pies Baskerville’ów” został przeniesiony z dużą dozą finezji. W pozostałych odcinkach, nawet jeśli nie są to bezpośrednie adaptacje opowiadań, to często trafiają się różne smaczki, a ich odkrywanie przysporzy z pewnością dużo przyjemności czytelnikom Sir Arthura.

Serial wciąga, a wysoka nota na imdb jest związana [jak sądzę] z dużą wiernością względem oryginału. Jeśli reżyserzy nie zmarnują tej szansy to będzie to serial, do którego na pewno będzie się wracać po latach.