News

Sytuacja po 1. sezonie „House of Lies”: Fuzja

House of Lies

Pierwszy sezon dobiegł końca. Co tak naprawdę zobaczyliśmy przez te 12 odcinków? [Spoilery]

Na początku dowiadujemy się kim są bohaterowie serialu „House of Lies” oraz czym się zajmują. Konsultanci, bo tak najprościej ich nazwać, wykonują wszelkie prace związane z usprawnianiem, zdobywaniem informacji, ocenianiem, doradzaniem lub po prostu naprawianiem sytuacji i procesów w firmie. Nic nie zatrzymuje ich na swej drodze, by zadowolić zarówno klienta, jak i swojego pracodawcę.

Każdy odcinek przedstawia nową sprawę oraz pokazuje urywki z życia członków zespołu Martiego Kaana, choć tak naprawdę wszystko kręci się wokół niego, odrobinę wokół Jeannie Van Der Hooven, a pozostali dwaj [Ben Schwartz oraz Josh Lawson] są po prostu pomijani. Jedynym zadaniem Bena i Josha w całym serialu jest inicjacja dialogów oraz wzajemne naśmiewanie się z siebie. Oczywiście każdy z nich odgrywa na swój sposób ważną rolę, ale ewidentnie zepchnięci są na drugi plan i stanowią dobre tło dla Martiego.

Dialogi są fundamentem całej produkcji. To one budują cały humor i nadają odpowiedni klimat. Cały zespół rozmawia na przeróżne tematy [choć sex i przyjemności przodują]. Dzięki nim poznajemy kto jest kim, co nim kieruję, jakie ma aspirację, potrzeby i problemy.

Główna postać serialu [Marty Keen] przedstawiana jest jako ekspert w dziedzinie consultingu oraz team leader swojego zespołu. Jego życie nie jest łatwe – jest po rozwodzie, mieszka z ojcem i wychowuje swojego metroseksualnego syna. To on wprowadza nas w świat korporacji i trików, jakie stosują konsultanci, aby uzyskać zadowolenie klienta [niekoniecznie wykonując dla niego pracę, które zlecił]. Po kilku odcinkach dowiadujemy się, że firma w której pracuje, ma zostać przejęta i jego praca jest zagrożona. Do ostatniego odcinka nie wiemy, czy fuzja dojdzie do skutku. Na szczęście cała sytuacja rozwiązuje się na korzyść Martiego i udaję się uniknąć połączenia.

Koncepcja serialu jest bardzo prosta. Widz wprowadzany jest powoli w świat korporacji. Często stosowany jest trick z zatrzymaniem czasu, dzięki czemu główny bohater ma możliwość wytłumaczenia nam co się dzieje, co czuje lub po prostu tłumaczy żargony ze środowiska konsultantów. Tytuł „House of Lies” jest dość trafiony. W serialu jest wiele kłamstwa, sekretów, intryg, nienawiści i miłości.

Na koniec dodam, że serial nie jest wielkim odkryciem, jakim go ogłaszano. Jest lekki, przyjemny, ale nie porywa. Jeżeli właśnie czegoś takiego szukacie, to proponuje obejrzeć pilotowy odcinek, bo to on tak naprawdę pokazuję budowę całego serialu. Kolejne odcinki nie są ani lepsze, ani gorze, choć jest wyjątek – finał, który był najlepszym odcinkiem całej serii.