Recenzja

Misfits – Sezon numer trzy, czyli ten bez Nathana

Oj mieszane mam uczucia co do tego wszystkiego, co zostało nam zaserwowane przez te osiem odcinków… (Spoilery)

Nowy bohater – Rudy, w sumie wpasował się całkiem fajnie do naszej paczki. Jednak strata Nathana jest odczuwalna mimo tego, oraz według mnie, problem nie leży w kwestii poszczególnych bohaterów…

Fabuła poszczególnych odcinków, to jest problem najnowszego sezonu Wyklętych. Chcę zwrócić szczególną uwagę na słowo „poszczególnych”, bo jest ono kluczowe w tym momencie. Dwa pierwsze sezony tworzyły tak na prawdę spójną, zamkniętą historię. Odcinek specjalny, pokazujący „przygodę” Nathana w Vegas, w miarę ładnie zakończył wątek tego bohatera.

Sezon trzeci rzucił nas z powrotem do miejsca w, którym wszystko się zaczęło i można by to uznać za swoisty restart historii. Tym razem jednak, po całkiem fajnym pierwszym odcinku, nastąpiły kolejne w których mamy naszych „starych” bohaterów jak i nowego, jeszcze bardziej oderwanego od rzeczywistości niż reszta, Rudiego. Przez te kolejne odcinki, nie mogłem pozbyć się uczucia, jakby gdzieś zatracił się ten jeden wspólny mianownik całej historii. Może niektórzy nie zwrócili na to uwagi, ale trochę się zawiodłem, że każdy odcinek skupiał się na jakimś pojedynczym, wyrwanym jakby z kosmosu (Naziści?!) pomyśle.

Nie mam nic do zarzucenia ani realizacji, ani scenariuszom poszczególnych epizodów, jednak to co mnie trzymało wcześniej przy tym serialu (a trzymało baaardzo mocno!), teraz gdzieś jakby umknęło.

Podsumowując, jest to nadal warty uwagi, pełen humoru, jak i chwilowej grozy serial. Końcówka ostatniego odcinka dała mi nadzieję, że jeszcze może być ciekawie i na pewno będę śledził makabryczne przygody Misfitsów. Pomimo tego, że zabraknie nam kolejnych dwóch głównych bohaterów… to jeżeli jeszcze nie wiecie, twórcy po cichu dawali nam do zrozumienia, że powrót Nathana mógłby jeszcze nastąpić!

  • ola

    odczułabym jedynie brak kelly