Recenzja

Krzysztof Gonciarz o „Grze o Tron” po trzech odcinkach


Natrafiłem na wypowiedź Krzysztofa Gonciarza, który opowiada o swoich wrażeniach po trzech odcinkach drugiego sezonu, i postanowiłem również podzielić się swoją refleksją na temat „Gry o Tron”.

Wypowiedź Krzysztofa Gonciarza:

Co można powiedzieć po przesłuchaniu całości? Na pewno można zgodzić się z niektórymi wypowiedziami Krzyśka. Przede wszystkim ilość nowych postaci wprowadzonych na początku sezonu jest duża, przez co nie skupiamy się na konkretnych osobach, albo po prostu nie jest nam to dane. I to wszystko powoduje, że tak nam się to „ciągnie”.

Nie można powiedzieć, że fabuła posuwa się drastycznie do przodu. Mamy przez to wrażenie, że niewiele się stało i tak naprawdę nie obejrzeliśmy nic, a przecież wyemitowano już 3 odcinki. Na szczęście to tylko takie wrażenie. Jeśli dobrze pamiętacie, to w pierwszym sezonie na początku było podobnie – pokazano nam kilka wątków, które dopiero po kilku odcinkach zaczynały się łączyć i nabierały sensu. Mam nadzieję, że tak samo będzie z drugim sezonem.

Sensowność całej walki o tron? No cóż… to też zaczyna powoli zastanawiać, po co oni wszyscy to robią? Wyjaśnień pewnie znajdzie się wiele i każdy dopasuje sobie takie jakie mu przypadnie do gustu. Jedni robią to po prostu dla władzy, inni [jak powiedział Krzysiek] bardziej dla zemsty, jeszcze inni walczą starając się zachować honor, a i pewnie znajdą się Ci, którzy chcą po prostu wykorzystać sytuację. Tylko co im ten tron da w państwie podzielonym na kilka królestw, które i tak żyją własnym „życiem”?

Nie powinniśmy narzekać na nudę, bo wszystko tak naprawdę jest przed nami. Zdaję sobie sprawę, że niektórych może męczyć forma, jaką wybrała stacja HBO w celu przedstawienia perypetii bohaterów sagi „Pieśń Lodu i Ognia”, ale myślę, że naprawdę warto będzie śledzić to co się wydarzy [albo nie wydarzy, jeśli ktoś woli to tak nazywać]. Zobaczycie, że jeszcze za parę odcinków będziecie chwalić „Gre o Tron” i mówić, że świetnym serialem jest.

Kończąc powoli o „Grze o Tron” dodam tylko, że zastanawia mnie inny motyw w całym serialu. Tak naprawdę nie pokazywany jest świat „pospolitych” ludzi. Nie ma za dużo scen pokazujących typowych „wieśniaków” i tego jak oni zapatrują się na cała walkę o tron. Całość skupia się wśród osób „zainteresowanych” władzą, a głos ludu zanika, jakby nie mieli nic do powiedzenia. Może tak to już z tym ludem jest – siedzi, pije piwko i nie ważne kto u władzy, ale jak się piwko skończy to dopiero się zacznie. I tym akcentem kończę o „Grze o Tron”, a dodam jeszcze tylko jedną wzmiankę, która wywołana została u mnie po obejrzeniu filmiku do końca.

Chodzi mi o końcówkę wypowiedzi, w której polecany jest serial „House of Lies”. Nie do końca popieram entuzjazm Krzyśka i [o zgrozo!] porównanie go do czegoś w stylu „Californication”… To nie jest tak jak mówi, bo uważam, że jedyne co łączy te dwa seriale to stacja, która je emituje. Stwierdzenie takie jest na pewno chwytliwą reklamą, bo wielu „Californication” kojarzy lub zna, ale na jego usprawiedliwienie można powiedzieć, że tak naprawdę ciężko porównać ten serial do innej produkcji.  Jest to coś nowego, może i z cyckami [choć te pasują najbardziej do HBO], ale nie jest to rewelacyjna produkcja [o czym już nieraz pisałem], a po prostu jest to coś, co można obejrzeć w wolnej chwili.

Oczywiście mogę wyrażać swoją subiektywną opinię, ale tak naprawdę z jakim serialem mamy do czynienia, to trzeba przekonać się samemu. Twierdzę tylko, że czasem lepiej nie podchodzić z dużym entuzjazmem do pewnych rzeczy, bo można się zbyt łatwo przejechać [tak jak ja przejechałem się po marketingowym nagłaśnianiu wielkości „House of Lies”].