Recenzja

„Reguły gry” jak blaszany robot, czyli nadzieja umiera ostatnia


W „Regułach gry”, polskiej adaptacji „Rules of Engagement”, głównymi bohaterami są Adam (Zakościelny) i Natasza (Kamińska), świeżo upieczone narzeczeństwo, które właśnie zamieszkało  razem. W gronie postaci przewijają się jeszcze przyjaciel (kumpel?) Adama , irytujący singiel Jacek, grany przez Pawła Wilczaka oraz małżeństwo z długoletnim stażem, Magda i Grzegorz (zawsze rewelacyjny Jan Jankowski i Katarzyna Kwiatkowska).  I nie, nie zamierzam porównywać oryginalnego serialu i polskiej kopii, skupię się jedynie na naszym „rodzimym” produkcie, bo jego będzie na ekranach TVN7 oglądać polska brać w każdy czwartek o 20:00

Włączam odcinek pierwszy….

Zacznę od tego, że lubię aktorów, którzy grają w tym serialu. Julia Kamińska, czy Maciej Zakościelny może i nie są kandydatami do Oscarów, ale coś tam jednak potrafią zagrać. I mają umiejętność wzbudzania w widzu sympatii. Wydawałoby się więc, że w duecie ta sympatia widzów będzie podwójna. Nie jest. Lubię każdego z osobna. Na Maćka fajnie popatrzeć, a Julia ma sympatyczną buźkę i ciężko jej nie lubić. Niestety, razem czegoś im brakuje. I nie mówię tu o braku „chemii i iskrzeniu” pomiędzy postaciami – wszak grają w „Regułach” narzeczeństwo – ale o elementarnych, podstawowych i obowiązkowych zasadach gry aktorskiej, których tu zabrakło. Ot, patrzę na dwójkę młodych, pięknych ludzi, którzy wyrzucają z siebie kwestie jakby czytali je z kartek. I wszystko jest tu jakieś płaskie, drętwe i nieciekawe. Nudne.

I nie jest to do końca ich wina. Ja wiem, ze od sitcomów nie należy wiele wymagać, ale tutaj scenariusza po prostu nie ma. Mamy do czynienia z kalką oryginału, zupełnie nie dostosowaną do polskich realiów. Jest zbiór scenek i anegdotek, dość siermiężnie ze sobą skleconych. A żebyśmy nie mieli wątpliwości, że jest to komedia, co chwila towarzyszy nam radosny śmiech widowni. Puszczony z taśmy. Ten zabieg powoduje mieszane uczucia u oglądających, ale są przykłady tak świetnych seriali komediowych, gdzie bywa on niezauważalny a czasem nawet działa na korzyść serialu („The Big Bang Theory” na przykład). Tutaj ten śmiech „publiczności” mierzi mnie głównie dlatego, że uświadamia widzowi jak bardzo żenujące są zaprezentowane żarty. Paradoksalnie ten śmiech uwydatnia braki w treści – bez niego można by było nie zwrócić uwagi na niskiej jakości scenariusz. Dramatyczny jest zwłaszcza początek serialu:

Akt I, scena I, miejsce: bar wystylizowany na amerykański diner
Osoby: Adam (Zakościelny) oraz jego przyjaciel Jacek (Wilczak), który wpada spóźniony:

Jacek: Sorry, ale coś mi wypadło
Adam: Tak myślałem. Zamówiłem ci kanapkę
Jacek: Zamówiłeś mi lunch? Może od razu mnie puknij?
[śmiech z off’u]
….
Adam: Poprosiłem ją o rękę.
Jacek: O rękę? A po cholerę! Nie masz własnej, głąbie?!
[śmiech]

Im dalej w „Reguły”  tym będzie lepiej?

Chociaż gra aktorska w pierwszym odcinku serialu „Regułach gry” jest drętwa i razi oko, dialogi obrażają inteligencję widza i ranią słuch, a postać Pawła Wilczaka każe wręcz gryźć i drapać, zaryzykowałam i dotarłam do odcinka trzeciego. I widać, bardzo subtelnie, że młodzi aktorzy zaczynają grać coraz lepiej, mniej sztucznie, przez co i głupawe dialogi mniej rażą i wydają się ciut zabawniejsze. Cóż mam powiedzieć – starają się dzieciaki, a to należy docenić. Gorzej jest z Katarzyną Kwiatkowską, która wydaje mi się strasznie zagubiona w swej roli. A najgorzej jest z Pawłem Wilczakiem, który wszystkie swoje dialogi wyrzuca z jakąś dziwną manierą, która zapewne w jego zamyśle ma być „cool”, tymczasem jest mocno przesadzona, niestrawna i nieprzekonująca. Szkoda. A podstarzałego singla – podrywacza trzeba umieć zagrać (przykładem jest tu chociażby obłędnie zagrany Barney Stinson z „How I Met Your Mother”).

Jestem ciekawa dalszych losów tego serialu. Oby było coraz lepiej, bo od czasów „Kasi i Tomka” krucho u nas z takimi formatami jak sitcomy. I jeszcze, na koniec – niech mi ktoś wyjaśni co jest aż tak zabawnego w poniższym tekście, że salwa śmiechu z off’u była potężna?

„Lubię Grzegorza. Przypomina mi blaszanego robota. Miałem takiego w dzieciństwie”

Kategorie: Recenzja, Seriale