Recenzja

Wrażenia po „The Avengers” i „Battleship: Bitwa o ziemie”

movie-the-avengers
Dzisiaj przedstawię Wam krótkie recenzje dwóch filmów, które miałem okazje zobaczyć. Jeden to „Battleship:Bitwa o ziemię”, który już od 20 kwietnia wyświetlany jest w kinach w Polsce, a drugi to „The Avengers”, który dopiero będzie można zobaczyć 11 maja.

Czym są te filmy? Czego powinniśmy od nich oczekiwać? Jak się je ogląda? I czy warto wybrać się na nie do kina? Jeżeli ciekawią was odpowiedzi na te pytania, to zapraszam do lektury. Zaczynamy!

„The Avengers” jest filmem przedstawiającym losy kilku superbohaterów ze świata przedstawianego przez wydawnictwo Marvel. W filmie zobaczymy: Thora, Iron Mana, Kapitana Amerykę, Czarną Wdowę, Hulka i Hawkeye’a. Kto nie lubi filmów o superbohaterach? Zapewne fani komiksów ostrzą sobie ząbki na nadejście nowego filmu, w którym znajdzie się aż tyle znanych postaci. Część z nich wystąpiła już na wielkim ekranie, a część jest całkowicie nowych [przynajmniej dla tych co nie czytali komiksów]. Kiedy film się rozpoczynał oczekiwałem czegoś wielkiego. Miałem nadzieję na naprawdę dobre kino akcji. Niestety nie było tak jak oczekiwałem. Poprzeczkę postawiłem po prostu za wysoko i całościowo film nie sprostał moim wymaganiom. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: ten film nie jest niczym nowym. W całości nie prezentuje nic świeżego – jest taki sam jak wszystko co było. Połączenie sił wielu superbohaterów nie nadało całości odpowiedniej „mocy”, a nawet spowodowało powstanie sporej papki, która jest przeciętna. Na pokrzepienie napiszę, że film nie jest zły. Można go obejrzeć i odrobinę się pośmiać [niestety nie było dużo takich elementów]. Żarty padały sporadycznie i głównie wychodziły z ust Iron Mana [Robert Downey Jr.]. Raz zdarzył się nawet dowcip Hulka, dzięki któremu trochę pozytywniej spojrzałem na całość. Nie będę rozpisywał się o efektach specjalnych, ponieważ uważam to już za stały element większości produkcji, które mają spory budżet. Gdybym mógł to stworzyłbym nowy gatunek filmowy – american-heroic i właśnie tam zaszufladkowałbym, niestety dość przeciętnych, „The Avengers”.

Przejdźmy do drugiej produkcji, która obejrzałem dość późno [jeśli patrzeć na czas premiery polskiej], o nazwie „Battleship: Bitwa o Ziemię”. W tym przypadku nie miałem praktycznie żadnych wymagań. Po serii mnóstwa nieudanych filmów o atakach kosmitów na ziemię, nie stawiałem wysokich wymagań i nie spodziewałem się niczego wielkiego. Ku mojemu zdziwieniu film od pierwszych minut rozbawił mnie kilkukrotnie i miło zaskoczył. Całość zapowiadała się bardzo dobrze, ale…

Zanim będę kontynuował, to należy wrócić do zarysu fabuły. O czym ten film jest? Pewnego dnia na Ziemię spada kilka olbrzymich obiektów nieznanego pochodzenia. Jak się okazuje są to kosmici. Kiedy czują się zagrożeni, to atakują. Ich celem jest nawiązanie komunikacji z ?domem? i prawdopodobne rozpoczęcie inwazji na Ziemię. Oczywiście natrafiają na opór ze strony ludzi i jak można domyśleć się z tytułu, opór ten stanowią siły morskie Stanów Zjednoczonych. Żeby było ciekawiej to kosmici wybrali sobie akurat taki dzień na atak, kiedy w USA przeprowadzane były międzynarodowe manewry okrętów bojowych. No ale skąd mogli wiedzieć? Przecież nikogo nie uprzedzali, że przylecą i tak się brzydko wprosili. Wracając do powagi…

Od początku film zapowiada się naprawdę interesująco. Jest śmiesznie, czyli delikatnie wprowadzani jesteśmy w świat przedstawiany w filmie. Humor nie opuszcza nas przez długi czas i tak naprawdę dość często pojawiają się momenty, dzięki którym nie musimy się martwić o uśmiech na twarzy.

Napięcie. Ten film naprawdę potrafił wprowadzić efekty napięcia, czyli momenty kiedy oglądamy to, co się dzieje i nie wiemy tak naprawdę co dalej. Czy to się im uda? A może zakończy się to całkowitą porażką? A wszystko za sprawą uśmiercenia jednego z głównych bohaterów zaraz na początku filmu. Skoro scenarzyści potrafili zabić jednego z głównych bohaterów, to mogą zrobić to z każdym. Np. kto nie chciałby zobaczyć śmierci Rihanny? Zobaczenie jak umiera w filmie byłoby warte tych dwudziestu kilku złotych. Dla utrzymania napięcia nie powiem kto zginął, ani nie zasugeruję, że to była Rihanna [ale to nie o jej śmierć chodzi].

Fabuła filmu jest oparta na utartych schematach, ale mimo wszystko wykonanie całości daje pozytywny wydźwięk.

Żeby nie słodzić za bardzo, to przejdźmy do tych mniej dociągniętych rzeczy. W całym filmie pojawia się kilka motywów, które po prostu nie pasują do całości. Bezsensowny atak kosmitów na miasto, kiedy pokazywane jest niszczenie autostrady – a ja się pytam po co? Jeśli obejrzysz całość, to proszę zadaj sobie pytanie: po co niszczyli autostradę? To nie miało naprawdę żadnego sensu. Jeżeli producenci chcieli wydać trochę więcej pieniędzy na efekty specjalne, to mogli to zrobić w inny sposób, niż pokazywanie oderwanego od całości fragmentu z niszczenia miasta.

Niestety film „Battleship” również klasyfikuje się w kategorii amercian-heroic. Jednak Hollywood bardzo lubi nam pokazywać etos Amerykanina ratującego świat. Oprócz tego film nacechowano w wiele innych elementów – choćby motyw niepełnosprawnych [choć nie do końca takich niepełno-], motyw emerytów [jeden z lepszych w całym filmie!]. Na szczęście nie jest jeszcze najgorzej. Muzyka też jest w porządku i o dziwo sama Rihanna dała radę i sprostała roli. Film pozytywnie mnie zaskoczył, mimo że nie jest ani wybitny, ani genialny. Całość muszę ocenić wyżej niż „The Avengers”, choć spodziewałem się zupełnie odwrotnego wyniku.

Być może byłem trochę uprzedzony i oczekiwałem czegoś wielkiego – w końcu w „The Avengers” mieliśmy zobaczyć wielu superbohaterów w jednym momencie, którzy ratują świat z opresji, lecz niestety nie było to takie jak mogło się wydawać.

Czy warto iść do kina? Oba filmy na pewno nie ogląda się najgorzej [i trzeba iść z takim nastawieniem do kina]. Będzie przeciętnie. Pewnie i niektórzy się trochę wynudzą, bo zdarzają się momenty takie jak w „The Avengers”, które się po prostu ciągną. Ostatecznie i tak nie jest źle. Myślę, że warto przejść się do kina, jeśli mamy ochotę na coś co nie wymaga myślenia i chcemy cieszyć się akcją, której nie brakuje w obu produkcjach.

W skali kanapowej:

„The Avengers” 6 kanap na 10

„Battleship: Bitwa o Ziemię” 7 kanap na 10

Kategorie: Filmy, Recenzja