Recenzja

„[Rec]3: Geneza” + „Iron Sky”, czyli krótko o “krwi, miłości i nazistach”

Trzecia część hiszpańskiego filmu o diabelskich zombie (prosto z wesela) oraz pierwszy nakręcony z takim rozmachem film o hitlerowcach, mało tego – hitlerowcach z Księżyca. Podczas seansu w głowie mogło powstać tylko jedno: nazi-zombie. Zapraszam!

[Rec] 3: Geneza

Kolejna część Rec’a była wyczekiwana bardzo bardzo długo i pewnie dlatego moje zainteresowanie trzecią już częścią tego niebanalnego hiszpańskiego horroru rosło w zastraszającym tempie. Po opublikowaniu ponad rok temu dwóch teaserowych plakatów do Rec 3: Genesis i Rec 4: Apocalipsa byłem przekonany, że szykuje się swego rodzaju odskocznia od pierwszych części tej (można powiedzieć już) sagi. Nie myliłem się, “Geneza” nie przesuwa się do przodu, ani nie robi kroku w tył, po prostu skręca na całkiem inną ścieżkę, delikatną ścieżkę komediowego horroru o miłości.

Początek zapowiada się bardzo spokojnie, można nawet rzec – romantycznie, ale po zauważeniu pierwszego ugryzienia na dłoni jednego z uczestników wesela głównych bohaterów, w głowie pojawia się myśl “coś tu nie gra” i idąc tym tropem po kilkunastu minutach ekran zalewają hektolitry krwi. Sala weselna wygląda jak juwenaliowe pobojowisko, a zombie jak studenci na kacu którzy zauważyli butelki z wodą.
Do połowy filmu widzimy powtórkę z rozrywki, mam tu na uwadze masakrę z poprzednich części, myślę, że plusem dla filmu był długi monolog księdza dotyczący zombie i wirusa, który grasuje po obumarłych ciałach uczestników wesela, jest to faktycznie geneza tego niebanalnego horroru.
Kolejne minuty to ewidentny wpływ amerykańskiego kina i prawdopodobnie ukłon dla Tarantino, widać bowiem fontanny przezabawnych gagów i komicznych scen, nieprawdopodobnych na kino tego typu, a już na pewno nie na klimat który zmienia się jak w kalejdoskopie.
Podsumowując, dla osób które potrafią się śmieć na horrorach i czują radochę oglądając “Wysyp żywych trupów” lub “Od zmierzchu do świtu”, zdecydowanie polecam. Dla fanów krwawych jadek jedyną zachętą będzie ciekawa ścieżka dźwiękowa oraz bardzo dobry montaż. Wszystko trzyma się kupy mimo usilnych ataków wyżej wymienionych zombie.

Iron Sky
Czarna komedia z której wypływa gęsta galareta parodii łącząca klasykę gatunku kina science fiction z political fiction czy rzeczywistych politycznych pierwowzorów. Księżycowi najeźdźcy ze swastykami na wszystkim co popadnie postanawiają odsłonić rąbka tajemnicy ciemnej strony Księżyca i w triumfie powrócić na Ziemię z misją ustanowienia nowego porządku. Prezydent USA w osobie sobowtóra Sary Palin jest w wniebowzięty z powodu nadarzającej się okazji wygrania wojny z nazistami i szansy na reelekcje.
Pomijam już zabieg Ctrl+C Ctrl+V filmu “Upadek” czy “Hitler: Narodziny zła” ale można doszukać się motywu z “Marsjanie Atakują” czy lądowania oddziału hitlerowców na obrzeżach Nowego Jorku w stylu “Bliskie spotkania trzeciego stopnia”.
Muzyka, to dopiero gratka dla fanów zespołu Laibach, OST posiada aż 40 utworów, a film zawdzięcza bardzo dużo. Barwna kompozycja i klimatyczne “militarne” dźwięki podnoszą napięcie i poziom nie jednej sceny.
Nie ma na co czekać tylko ruszać całymi rzeszami do kin i podbijać sale.

W skali kanapowej:

„[Rec] 3: Geneza” 8 kanap na 10

„Iron Sky” 6 kanap na 10

Kategorie: Filmy, Recenzja