Recenzja

„Nip/Tuck” czyli zagrzałem kanapę, dłużej niż planowałem

Nigdy nie przepadałem za „lekarskimi” serialami, ale jak można nie zaryzykować ewentualnej straty swojego czasu dla serialu o chirurgach plastycznych? Miał być pilot, góra trzy odcinki – skończyło się jak zwykle, na zarwanej nocy i całym sezonie. („Nip/Tuck” czyli po polskiemu „Bez skazy”)

Głównymi bohaterami serialu są Dr. Christian Troy(Julian McMahon) oraz Dr. Sean McNamara(Dylan Walsh). Już od samego początku można zauważyć, że panowie przed nikim nie udają powołanych do zawodu, a zostali chirurgami dla kasy. Poznali się na studiach i tak 20 lat później prowadzą wspólnie klinikę. Sean jest rodzinnym gościem z żoną i dwójką dzieci. Christian natomiast jego przeciwieństwem: samochody, imprezy, trójkąty, kwadraty ma w sadzie wszystko o czym może marzyć każdy facet, chociaż przez chwilę. O ironio, nawet jego łódź nosi imię Boatox.

Fabuła serialu skupia się bardziej na perypetiach głównych bohaterów, ich rodzinie i przyjaciołach, niż na jednoodcinkowych wątkach (serial posiada wartką fabułę, bez przestojów). Oczywiście w każdym odcinku musi się pojawić nowy absurdalny pacjent, ale to w dużej mierze dzięki niemu w serial wkrada się szczypta dobrego, ciętego humoru.

Przykładowa konsultacja otwierający każdy odcinek:

Po trzecie – operacje. Wszystkie zabiegi na pacjentach są w większym lub mniejszym stopniu pokazane.  Nie ma jakiś cudów-flaków z milionem lirów krwi, za to powiększanie cycków, liposukcje, czy wycinanie z czoła kawała mięcha w celu liftingu twarzy to normalka. Daje stacji FX 10/10 kanap za odwagę.

Po czwarte – muzyka. Świetna oprawa dźwiękowa, często utrzymywana w klimacie elektronicznej muzyki lat 80′. Ponieważ Panowie nie operują w ciszy, towarzyszy ona każdej operacji.

Jedna z delikatniejszych operacji z dobrych podkładem:

Nieszablonowość – nieczęsto spotyka się seriale w których fabuła zaskakuje. W Nip/Tuck’u wielokrotnie zwroty akcji mnie powalały. Każdy z nas po obejrzeniu odcinka naszego ulubionego serialu i końcowym cliffhangarze czegoś się spodziewa. Wie że za odcinek, góra dwa „rypnie” się wszystko (bo musi) i wydarzy się „A”, „B” lub „C” (raczej „C”). W przypadku tego serialu scenarzyści wybierają wariant „Z” lub jego brak. Widz szybko pojmuje, że będzie mu ciężko przewidzieć coś więcej, poza faktem że na koniec-końców nasi bohaterowie jakimś cudem ponownie wyjdą cało z sytuacji bez wyjścia.

Oczywiście, jako że serial jest „z kablówki” mamy dużo seksu i tyłków głównych bohaterów. Nie spodziewałem się że taka perełka mnie kiedyś ominęła. Ze spokojnym duchem daje 8/10 Kanap.

Promo 1 sezonu, lepszego nie znalazłem (głośne):

Kategorie: Recenzja, Seriale
  • Majkelo

    zbieram sie do tego od paru lat, ale podobno po 3 sezonach mozna sobie darowac, bo pozniej robi sie troche kiszka