Recenzja

Dlaczego nienawidze „True Blood”

show-True-Blood

„True Blood” to jest nazwa, która wymieniana była przez wielu moich znajomych w przeróżnym kontekście. U mnie ta nazwa potrafiła wywołać palpitacje.

Co jest w tym serialu takiego, co powoduje, że go dalej oglądamy? Dlaczego po tej tonie absurdów ludzie dalej chcą przyglądać się temu chaosowi, nad którym już niewielu jest w stanie zapanować, a na pewno już nie sami scenarzyści?

Gdy tylko przeczytałem, że na antenie HBO pojawi się pozycja dotycząca wampirów i będzie opowiadać o nich w zupełnie inny sposób, od razu wiedziałem, że będzie to pozycją, która trzeba sprawdzić. I jak na tamten moment się nie myliłem.

Pierwszy sezon ewidentnie był czymś ciekawym pod każdym względem. Poznaliśmy kolejno bohaterów. Pojawiły się wampiry, pojawili się zmiennokształtni i było dużo kontrastów. To co było najważniejsze, a przynajmniej przykuwało moją uwagę, to koncepcja świata ludzi i wampirów, którzy nagle próbują ze sobą koegzystować. Było sporo wstawek, głównie podawanych w tle, które mówiły o polityce, obradach i staraniach wampirów, aby dołączyły do „świata ludzi”. I mimo, że było to tło, to dla mnie i tak dość wyraźne i zarazem ważne. Widać w było w tym wszystkim pomysł, koncepcje, a nawet swoistą groteskę.

Zdaję sobie sprawę, że cały serial wyprodukowany został na podstawie powieści „The Southern Vampire Mysteries”, której nie znam, dlatego wszystko co chciałbym opisać skupia się wokół scenariusza przedstawianego przez HBO.

Pierwszy sezon przedstawił nam Sookie, Billa, Erica, Tarę, Sama, Jasona, Lafayette i wielu, wielu innych, z których większość dalej jest w serialu i jakby na złość nie chcą go opuścić.

Od drugiego sezonu poziom serialu zaczyna zbaczać na dziwne tory. Kiedy przedstawiono kolejne kreatury tego magicznego świata, to również wzbudziło ciekawość [wilkołaki], ale powoli zaczynało to zaburzać koncepcje, którą wykreowałem sobie o „True Blood”. Oczywiście to dopiero początek, z kolejnymi sezonami poziom po prostu spadał. Fabuła już przestawała przedstawiać poczynania ludzi i wampirów oraz ich wspólną egzystencję, a zaczynała przedstawiać koktajl, do którego wrzuciliśmy wszystkiego po trochu, bo nie wiedzieliśmy na co się zdecydować. Nie wiem czy to kwestia próby oparcia historii o to, co działo się w kolejnych książkach, czy też myśl, że kiedy dodamy wszystko co się da, to zadowolimy szeroką publikę, ale to co można stwierdzić: ten serial przestał być tym, który dostał te wszystkie nagrody.

Wampiry, wilkołaki, zmiennokształtni, menady no i ten najgorszy twór, który dobił mnie całkowicie. Scena, w której dowiadujemy się o naszej kochanej i cudownej [zaraz po Tarze] postaci, że jest wróżką – to jest na prawdę chwila, którą warto zapamiętać. Nie wiem jak wy, ale ciśnienie mi się podniosło i emocje wrosły na tyle, że musiałem długo przekonywać sam siebie, że dalej chce to oglądać. Zmęczyłem trzeci sezon, zmęczyłem czwarty, czyli ten, który w końcu miał [oczywiście jak dla mnie] pozytywne zakończenie. Zobaczyłem śmierć Tary i wyłączyłem mózg. W końcu zabili kogoś, kto irytował bardziej niż nadawał charakteru całej fabule. Na reszcie nie będę musiał jej oglądać… Oczywiście jak mogłem się bardziej pomylić, bo przecież i martwego da się przemienić w wampira…

Dopiero przed emisją 5. sezonu zacząłem zastanawiać się nad jedną i chyba najważniejszą rzeczą: o czym jest ten przeklęty serial? Dokąd on zmierza? Co oni chcą w nim pokazać? Miało być o wampirach, a jest o wszystkim innym i o przeklętej Sookie [choć nawet i jestem w stanie przeboleć odgrywaną przez nią postać, mimo że jej nienawidzę]. Serial stał się serialem o niczym, a główne postacie co chwile zmieniają swoje stanowiska i zachowują się jak idioci [starałem się znaleźć lepsze słowo, by opisać ich zachowanie, ale się po prostu nie da, a da się tylko gorzej].

Ale w tym wszystkim może pojawić się nadzieja, nie wszystko może być jeszcze stracone. Jeżeli powróci się do głównej koncepcji i przestanie pokazywać wszystkie postacie naraz, przez co nie jest się w stanie pokazać czegokolwiek, zrezygnuje z niektórych koncepcji i wykreśli głupotę i brednie, to ten serial znów zacznie żyć i interesować, a nie tylko wzbudzać negatywne emocje na podstawie absurdów i chaosu. Tytuł „True Blood” już dawno przestał mieć znaczenie i nie spełnia swojej roli, a sam serial nie opowiada już niestety o niczym. Dostajemy po prostu kino rozrywkowe, z duża dawką cycków [co w sumie jest standardem w HBO], mnóstwem postaci i historią, której jak widać nikt nie chce opowiedzieć.

Piąty sezon budzi jakąś nadzieję. Widać było na początku odejście od fabuły i skupienie się w końcu na polityce, na życiu wampirów, obozach i religii. Ucieszyło mnie to, bo jest jakiś krok w stronę tego, by „True Blood” odzyskał honor i faktycznie mógł się tak nazywać. Kwestia czasu co dalej z serialem. Nie wiem jak długo jeszcze pociągnie i jak długo stacja będzie chciała realizować produkcje o takiej tematyce, ale zapewne wszystko w rękach absurdu, a raczej jego braku.

Na koniec dodam tylko, że jednym z częstszych powodów, dla których ludzie oglądają „True Blood” jest letnia ramówka. Nie mówię, że nie ma co oglądać, bo jednak kilka produkcji jest wartych naszego czasu, ale to ratuje w jakiś sposób oglądalność i sprawia, że serial jest idealnie umiejscowiony. Podzielam także stwierdzenia typu: „Kto to jeszcze ogląda?” lub „Kto czeka na ten serial?”. Sam sobie zadaje to pytanie i mimo tego wszystkiego, to dalej oglądam, dalej mam nadzieję, że jeszcze coś z tym serialem da się zrobi. I to właśnie za to nienawidzę „True Blood”, że pomimo jego „słabości”, głupoty i chaosu ja wciąż jakimś cudem znajduje spokój w sobie, by obejrzeć kolejny odcinek…

Kategorie: News
  • http://www.facebook.com/nykiel.tomasz Tomasz Nykiel

    Tą recenzją sprawiłeś, że nie zaczynam nawet tego oglądać 🙂