Recenzja

House of Lies – kilka słów o nowym serialu.

House of Lies

Na antenie Showtime zagościła nowa produkcja zaliczana w krąg seriali komediowych, ale czy zdobędzie popularność w takim stopniu, w jakim była wyczekiwana?

Serial opowiada o pracownikach firmy konsultingowej, którzy wszystkimi możliwymi sposobami starają się wyciągać jak największą kasę od firm, którym starają się „pomóc”. Cały zespół prowadzony przez Marty Kaana (Don Cheadle) jest zdeterminowany i nie przebiera w środkach, by dopiąć celu – z jednej strony wykreować wizerunek, poprawić funkcjonowanie firmy, jednak zyskując na tym jak najwięcej.

Scenariusz serialu oparty został na podstawie książki Martina Kihna – House of Lies: How Management Consultants Steal Your Watch and Then Tell You the Time.

Przechodząc do sedna – serial prezentuje sobą dość specyficzne poczucie humoru, które pewnie nie przypadnie do gustu aż tak szerokiej publiczności. Każdy odcinek (mówiąc o tych wyemitowanych do tej pory) stara się przybliżyć żargon panujący w firmach konsultingowych – często przy zastosowaniu stop-klatek i wyjaśnień prowadzonych przez aktorów. Nie wiem na ile taki zabieg jest przemyślany – prawdopodobnie miał wprowadzać specyficzną atmosferę, jednak od rezultatów otrzymywanych przez Guya Ritchiego jest im daleko… ale to niezbyt odpowiedni poziom dla porównań.

Oglądając kolejne minuty nie odnoszę wrażenia, że prezentowane jest mi coś wyjątkowego, a na pewno nie innowacyjnego. Wszystko wygląda jak zlepek kilku innych produkcji – to wszystko już po prostu było. W dialogach nie odnajdowałem takiego humoru, żeby mógł rozbawić widza. Oczywiście trafiają się co jakiś czas jakieś smaczki, ale całość prowadzona jest bardziej jak jakiś dramat niż serial komediowy – przynajmniej ja go za komediowy jeszcze nie uważam.

Oczywiście jest to sam początek serialu – można mieć nadzieje, że będzie się rozkręcał, w końcu nie jest to kolejny sitcom, który ma zapewniać ból brzucha po obejrzeniu [choć i te ostatnio słabo dają radę], ale jednak czuje jakiś dziwny niesmak. Na pewno obejrzę jeszcze kilka odcinków z czystej ciekawości, być może to wszystko się odmieni, być może poszukają innej drogi, podkręcą dialogi, pozakrzywiają fabułę, pokażą sytuacje bardziej dosadne, które w widzu będą wytwarzać sprzeczne emocje. No cóż – wszystko przyjdzie z czasem, więc należy jak na razie czekać i śledzić co się będzie działo.

  • Anonim

    jak dla mnie widać klimat produkcji „Showtime’owych”. Czyli dużo nagości, seksu i przemocy. Poza tym niby ciekawy pomysł, z „zatrzymywaniem czasu” przez Cheadl’a. Ale niby to produkcja komediowa, to jakoś nie zaśmiałem się przez cały pierwszy odcinek… tylko lekko uśmiechnąłem. Poza tym temat ciężki i mój angielski wysiadał niestety momentami, co się rzadko zdarza ;/

  • Anonim

    aaa… Jeden OGROMNY PLUS!

    Legendarny RICHARD FISH z Ally Mc Beal hahahaha 😀

  • Anonim

    Niby tak, pojawił się w pierwszym odcinku i pytanie kiedy go znów zobaczysz – pewnie nigdy 😉
    nagość, seks, przemoc da się ubrać w komedie, ale tutaj nie ma tego najważniejszego… naprawdę wsadzanie do worka seriali komediowych w tym momencie jest średnie – jedyny pozytyw to syn głównego bohatera, który nadaje jakiś wątek humorystyczny i naprawdę na razie tylko jego kojarzę z czymś śmiesznym -jak tak sobie wracam pamięcią, pewnie coś pominąłem, ale to już inna kwestia, albo coś się ruszy, albo pozostanie niewzruszone humorystycznie – te fragmenty to trochę mało, ale trudno o dobry poziom serialu komediowego dzisiaj

    • Anonim

       trudno o dobrą komedię… bo wszystko już tak na prawdę było ;] nawet South Park się kiedyś śmiał, że nie mają o czym robić odcinków bo wszystko było w Simpsonach… to zrobili odcinek o Simpsonach 😛

  • ola

    VERONICA MARS 4 ever!

    • Anonim

      nie Veronica Mars tylko Herosi jak już coś 😛

      • ola

        veronica była pierwsza